Autobus 190, walka o przeżycie, czyli komunikacja miejska w Warszawie

Warszawa ma jedne z najtańszych biletów na komunikację miejską w Polsce. Jako jedyne miasto mamy metro – co prawda jedną nitkę, ale miało być już za 300lat, a wybudowano je wcześniej. Kolejne nitki pewnie w przeciągu trzystu lat mają szansę powstać. Wybudowano parkingi park & ride, gdzie w założeniu mieliśmy zostawić samochód z dala od centrum i przesiąść się do komunikacji miejskiej. Tyle tylko, że te parkingi, albo jeszcze nie istnieją, a te które istnieją są w większości źle skomunikowane, więc nikt tam nie parkuje. W mieście wyznaczono pasy dla busów, które jeszcze bardziej uprzykrzyły życie kierowcom samochodów. Ale widząc problem komunikacyjny myślę, że jednak większość kierowców rozumie sytuację ze mną włącznie. Problemem jest notoryczne łamanie przepisów przez kierowców, którzy blokują pasy dla busów nie mogąc wytrzymać nerwowo w korkach. A policja robi naloty raz na jakiś czas. Miasto stara nas się zachęcić do przesiadania się do komunikacji miejskiej, argumentując to chęcią odciążenia dróg, mniejszą emisją spalin, sprawniejszą komunikacją, bezpieczeństwem. Tyle, że teoria sobie a praktyka sobie.

Mieszkałem na Ursynowie niecałe 15 lat temu. I przez kilka lat korzystałem z metra. Była to zupełnie nowa jakość podróżowania – szybko, często, powtarzalnie. Tyle, że na początku omal nie połamano mi kości i nie przesadzam. Mała ilość wagonów i składów powodowała to, że ludzie wchodzili i odpychali się rękami od górnej belki drzwi pchając plecami ludzi w środku. Jeśli ktoś wylądował żebrami na metalowej rurze i nie miał możliwości się cofnąć, to realnie można było te żebra połamać. Tylko w metrze zdarzało mi się jechać bez trzymanki, pod kątem dalekim od 90stopni względem podłoża. Stabilność takiej pozycji zapewniali współuczestnicy niedoli, którzy jechali w podobnych pozycjach, a że ubici byliśmy ciasno, więc cała struktura ciał trzymała się bez upadku. Widziałem jak mdleli ludzie, jak niektórzy wysiadali nie dojeżdżając do zamierzonej stacji, bo mieli dość. Potem dorzucono składów, wagonów i sytuacja się poprawiła. Dziś to już trochę inne metro.

Następne 10lat jeździłem z Ochoty tramwajami. Było wszędzie blisko. O ile nic się nie popsuło, jeździło się względnie dobrze. Wtedy, kiedy już tak nie musiałem dbać o swoje kości zauważyłem, jak motorniczy palą, rozmawiają przez telefony komórkowe, zapraszają gości do kabiny. Tego, że nonszalancja się źle skończyć może, mogłem doświadczyć naocznie. Motorniczy podczas jazdy czytał jakieś dokumenty, które w końcu podarł i wyrzucił za okno. Co przystanek podjeżdżał do poprzedzającego go tramwaju na milimetry. W końcu wykoleił tramwaj przed sobą przestawiając zwrotnicę, kiedy jeden wagon była za a drugi przejeżdżał dopiero przez zwrotnicę. Nasze bezpieczeństwo zależy często od takich ludzi.

Obecnie na Zaciszu jest mi dane cofnąć się 15 lat wstecz. Autobus 190 opisywany już w prasie sprawił, że koszmar wrócił – autobusy są przeładowane, ludzie wchodzą tak samo jak kiedyś miałem okazję zobaczyć w metrze – ubijając resztę w środku. Kierowcy często palą w kabinach, gadają przez telefony komórkowe. Pisanie do MZA w widoczny sposób niczego nie zmienia. Ludzie mdleją – sam wynosiłem jednego nieszczęśnika, któremu zabrakło tlenu w przegrzanym autobusie. Klimatyzacja jest zero-jedynkowa – czyli albo mamy temperaturę kilkanaście stopni na minusie, albo plus dwadzieścia kilka, co przy zimowych kurtkach kończy się tragicznie. Nie ma praktycznie dnia, żeby nie dochodziło do bójek. Ludzie są wobec siebie agresywni i zachowują się chamsko. Nikt już nie reaguje jak ktoś komuś pięścią wali w tył głowy, albo głową próbuje złamać nos. Bandyckie zachowania są na porządku dziennym. Na Radzymińskiej można byłoby wybudować linię tramwajową, bo jest na to miejsce. Ale nie ma na to pieniędzy. Powstają duże osiedla wokół. Samochodów przybywa i stoją w korkach, więc często nie wytrzymują i blokują pas dla autobusów. A w autobusie podróż może naprawdę skończyć się kalectwem. Nie wiem jak podróżują w takich warunkach osoby starsze. Ale ja się czuję jak bydło wiezione na rzeź.

Tematem zajęły się gazety sprowokowane listem mojej sąsiadki z budynku, która też jeździ autobusem. Okazało się, że autobusy, które miały jeździć co 6minut, jeżdżą co 20minut. Że wyjeżdża ich mniej. Po serii artykułów nagle autobusów zaczęło jeździć więcej. Nie zmienia to postaci rzeczy, że warunki jazdy są niedopuszczalne. Jeśli miasto tak podchodzi do sprawy, to będzie miało korki, wyższą emisję spalin, więcej samochodów w centrum, zablokowane miejsca parkingowe. Nie można wszystkiego tłumaczyć brakiem pieniędzy. Bo pieniędzy nigdy nie będzie wystarczająco i każde będzie można przetracić.

Jesteśmy w Unii Europejskiej, mamy XXI wiek. Mając do wyboru płacenie grubych pieniędzy za benzynę i denerwowanie się w korkach, albo walkę w autobusie, zaczynam się zastanawiać nad samochodem. Latem nikt mnie nie namówi na to, żebym jechał korzystając z usług komunikacji miejskiej, bo to jest kompromitacja, a nie komunikacja. Motocyklem jestem w pracy w 15-20minut, autobus+tramwaj minimum godzina (o ile jest mało śniegu czasem krócej), samochód zdecydowanie dłużej. Do pracy mam niecałe 10km. Mimo bardzo dużych niebezpieczeństw jazdy motocyklem, nie chcę ryzykować jeżdżąc jeżdżąc autobusem linii 190. Taka jazda uwłacza mi jako pasażerowi. Każdy kto widział autobus o poranku na dworcu wileńskim, wie, że nie przesadzam.

Mariusz

Udostępnianie

2 thoughts on “Autobus 190, walka o przeżycie, czyli komunikacja miejska w Warszawie

  1. Dorota

    Proponuję zainwestować w rowery i rozbudowę ścieżek dla rowerzystów. Zdrowo, ekologicznie dla środowiska, przyjemnie (jak nie pada), taniej niż autobusem i tylko trochę wolniej niż motorem 😉 Skoro Wasze osiedle jest nowe, może przynajmniej na obrzeżach Wwy można położyć ścieżki rowerowe? Bo w samej Wwie cienko to widzę…
    Pozdrawiam

  2. Mariusz Post author

    Ciekawa myśl. Tylko, że tu nie ma czego rozbudowywać, bo ogólnie nie ma ścieżek rowerowych, które prowadziłyby w kierunku pracy. Rowery są sezonową zabawką, tak jak i motocykl. Ale jestem za 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.