Bieszczady

      4 komentarze do Bieszczady

Bieszczady0004Bieszczady to moja miłość od pierwszego wejrzenia. Pierwszy raz pojechałem w Bieszczady prawie 25 lat temu. Zatrzymaliśmy się wtedy z kolegami w hotelu robotniczym, mieliśmy pstro w głowach i kompletnie nie wiedzieliśmy, czego się możemy spodziewać. Koledzy byli bardziej piwoszami, niż turystami, więc poszedłem sam na Okrąglik z Cisnej. I wtedy ze zdumieniem odkryłem, że Bieszczady są inne od wszystkich gór jakie do tej pory znałem. Niby niskie, ale trudne. Całe pokryte lasami, trawami, nigdy takiej dżungli nie widziałem. Były duże połacie odsłonięte na przełęczach i szczytach, bez drzew, gdzie dalej wszystko pokryte było zielenią. Jak wiadomo, na szlaku jeść, ani pić nie trzeba, więc się nie martwiłem specjalnie, że nic nie mam. Przy schodzeniu ze szlaku dostałem udaru słonecznego, zgubiłem się, wylądowałem najpierw w schronisku, a potem w miejscowej przychodni, a następnie trzęsąc się od wysokiej temperatury z pomocą ludzi pojawiłem się w pokoju kolegów z radością oznajmiając, że zdobyłem Okrąglik. Były to czasy, kiedy sklepy były zaopatrzone hojnie w konserwy “Pirat” leżące na słońcu na ladzie i mocno przeterminowane. Wspaniale przeczyszczały, więc musieliśmy szybko zrezygnować z mięsa. Czekolada była biała, ale to nie była współczesna biała czekolada, tylko ciemna z białym nalotem od temperatury i przekroczonego terminu przydatności do spożycia. Picie z lodówki? “My tutaj takich rarytasów nie mamy”. Zderzenie z nową/starą rzeczywistością miało swój urok. Ponad 10godzinna podróż pociągiem w jedną stronę z rezerwistami. Stacja Zagórz i bar ze stolikami nakrytymi ceratą, niedomytymi szklankami i panią wrzeszczącą do nas “ Herbata z cytryną!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!”, “Siedzą tylko ci, co zamawiają”…. Dawne moje Bieszczady to nie było miejsce dla zwykłych turystów, były dzikie, bez zaopatrzenia, często bez prądu, ciepłej wody, nawet o chleb było ciężko. Bieszczady przyciągały specyficznych ludzi.

Hotel robotniczy w Cisnej

Hotel robotniczy w Cisnej

Stacja kolejowa Zagórz

Stacja kolejowa Zagórz

Okrąglik

Okrąglik

Szlak w Bieszczadach

Szlak w Bieszczadach

Kolejne lata należały już do Bieszczadów. Wyjeżdżałem sam, z plecakiem, namiotem i tym razem jedzeniem i wodą (choć też często bez). Zatrzymywałem się na polach namiotowych, u ludzi lub w schroniskach na szlaku. Zdarzało się nocować pod namiotem na szlaku, jak nie zdążyłem zejść do miejscowości przed zmrokiem. Wychodziłem o 4-5 nad ranem i wędrowałem do około 18. Za punkt honoru postawiłem sobie, żeby mnie nikt nigdy na szlaku nie wyprzedził. A nawet, jak wyprzedził należało kogoś przegonić i nie pozwolić mu już “wygrać” wyścigu. O wyścigu poza mną nikt chyba nie wiedział, ale wszyscy nieświadomie brali w nim udział. Zdarzały się przypadki, że komuś skakało ciśnienie i podejmował wyzwanie. Wygrałem jednak wszystkie wyścigi biegając (dosłownie) z plecakiem, przez co między innymi mam chore kolana dzisiaj. Taki sposób zwiedzania Bieszczadów utrwalił mi się na wiele lat. Wychodziłem na szlak i zamieniałem się w wiatr goniący ludzi przede mną. Na szlaku zawsze ktoś był przede mną, więc nie miałem czasu na odpoczynki. Chyba, że to był niebieski szlak graniczny, albo godzina 5 nad ranem. Wtedy miałem Bieszczady dla siebie.

Co urzekło mnie zatem w Bieszczadach poza sportowym wyzwaniem? Przede wszystkim surowość przyrody, lasy, zieleń i w ogóle barwy Bieszczadów, poczucie wolności. Zwierzęta. Rano, kiedy w górach byłem sam zdarzało mi się zobaczyć lisy, sarny, jaszczurki, węże, a nawet raz w życiu widziałem małego niedźwiedzia (nie czekałem na dużego). Osławionych wilków nie spotkałem nigdy, aż do tego roku. Poza tym wyjście samemu dawało mi poczucie wolności. Mogłem stanąć na szczycie będąc na nim sam, bez świadków. Nim ktokolwiek wstał, ja już miałem przynajmniej 20% szlaku za sobą. A jak już w górach pojawiali się turyści to się zaczynał wyścig, co też miało swój urok. Nie myślałem, tylko biegłem. Pogoda. W okresie letnim były dwie pory – deszczowa i słoneczna patelnia. Przy deszczowej szlaki spływały błotem, śledzie namiotów wychodziły z ziemi, nosiło się mokre rzeczy, licząc, że je wysuszy słońce podczas marszu. Szlaki wtedy były bardzo niebezpieczne, bo śliskie. Jak się miało około 20kg plecak, jakakolwiek utrata równowagi kończyła się mniejszym lub większym zjazdem po szlaku. Druga pora była równie wymagająca. W porze słonecznych patelni w Bieszczadach jest naprawdę gorąco, a części szlaków nie pokryte lasem są istnym piekłem. Rano i wieczorem jest dobrze…. W Bieszczadach urzekli mnie też ludzie, szczególnie ci, którzy uciekali od dotychczasowego swojego życia i problemów w góry i się tu osiedlali. Natężenie dziwaków, ludowych artystów, oszołomów, którzy zmuszali rozmówcę do rewidowania wszystkich swoich poglądów i przyjrzeniu się samemu sobie, bardzo dobrze wpływało na moją psychikę. To nie były czasem miłe rozmowy, szczególnie jeśli na pytanie “skąd jesteś?” odpowiadało się: “z Warszawy”. Nie mogę nie wspomnieć o knajpie Siekierezada w Cisnej, gdzie schodzili się chyba wszyscy. Knajpa miała swój klimat i trudno tu być samemu. Czasami rozmawiało się ze wszystkimi gośćmi naraz. Przygody….. szczególnie jeśli wcześniej nigdy nie podróżowaliście z namiotem i braliście rzeczy, które się nie sprawdzały. Szczególnie, kiedy nie mieliście jedzenia, picia, schodziliście do wsi i w myślach wyliczaliście sobie, co zjecie. A tu trach…. niedziela. Wszystko zamknięte. Szczególnie, kiedy wieczorem weszła Wam mrówka do ucha i żeby ją usunąć wlaliście do niego prawie wrzącą wodę. Szczególnie, kiedy zgubiliście szlak, bo jeszcze nie został wydeptany przez turystów. Szczególnie, kiedy zrozpaczeni w samym środku lasu prosiliście o pomoc, klnąc przy tym i nie spodziewając się, że nie jesteście sami. Pomoc przyszła od drwali. Szczególnie, gdy poznajecie w górach ludzi, z którymi znajomości zmieniają się w wieloletnie przyjaźnie. Szczególnie, jeśli przeżyliście w Bieszczadach też takie chwile, o których nie napiszecie nigdy na blogu. Bieszczady w jakiś sposób uzależniały.

Potem z różnych przyczyn w Bieszczady wybierałem się sporadycznie. Raz pojechaliśmy zimą samochodem i najbardziej wyraźnym wspomnieniem wtedy, była jazda po ośnieżonych serpentynach i widok stojącego zaprzęgu konnego z turystami patrzącymi cielęco, jak lecimy prosto na nich 60km/h, po lodzie, z góry bez możliwości zatrzymania samochodu. Koń wydawał się równie spokojny jak turyści. Nikt nie ucierpiał. Ja dostałem prawie zawału. W Bieszczady wróciliśmy też z przyjaciółmi, których poznałem w właśnie tutaj. Nie da się obok tych gór przejść obojętnie, nie po takich przeżyciach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W tym roku po kilku latach przerwy pojechaliśmy w Bieszczady z naszą córką. Droga w Bieszczady prowadziła przez burze, ulewy, a skończyła czarną nocą, remontami na serpentynach. Pierwszą postacią, która nas przywitała był lisek zahipnotyzowany światłami naszego samochodu. Jednak już jak dotarliśmy na miejsce, to wiedziałem, że Bieszczady się zmieniły. Tylko jeszcze nie wiedziałem jak bardzo. Rzadko zaludnione kiedyś rejony Smereka i Wetliny zamieniły się w atrakcyjne działki budowlane do sprzedaży, ponoć najwięcej nabywców znajdujące wśród mieszkańców… ta da! Warszawy. Jeśli jeszcze 20lat temu było tu jakieś rolnictwo, to teraz prawie nic się nie ostało. Postawiono wiele dobrej jakości domów z pokojami do wynajęcia oraz hoteli już nie tylko z wifi, ale całym zapleczem turystycznym, parkingami, miejscami do płukania butów, altanami, ogrodami, spacerniakami, placami zabaw dla dzieci. Są karczmy ze wspaniałym jedzeniem, obsługą, miejscami zabaw dla dzieci, z placami zabaw, parkingami. I to wszystko w Bieszczadach…. Niewiele zmieniła się sytuacja ze stacjami paliw, ale drogi są bardzo dobrej jakości, zadbane. Miejscowi ludzie żyją tu głównie z turystyki, ale muszą dorabiać. Z tym, że już nikt nie pracuje jako rolnik, a praca przy wyrębie lasów też się kończy. Żeby spotkać moich ukochanych artystów, oszołomów trzeba zejść z utartych dróg i pójść przed siebie drogami polnymi, których jest tu całkiem sporo. Jak będziecie mieli szczęście, to spotkacie ludzi, którzy opowiedzą Wam o Bieszczadach, o ludziach, turystach, o własnej historii. Słucha się tego jak ciekawej książki. To właśnie nie gdzie indziej, jak tu wygląd naszego rozmówcy, może być bardzo bardzo mylący. Nie oceniać po wyglądzie…. Transport wygląda podobnie jak kiedyś – busiki i łapanie samochodów na stop. Działa bardzo dobrze. W nocy jadąc samochodem na serpentynie drogę zaszły mi trzy wilki. Niesamowity widok. Pierwszy raz widziałem wilka. A co z górami??

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Góry. Dla naszej córki Bieszczady będą pierwszymi górami, w których to ona przeszła szlaki, zdobyła sama szczyty górskie, przeżyła burzę (czyli jej językiem “gurzę”), ulewę, zniszczyła dwie pary butów. Nie bardzo wiedziałem, czego mogę się spodziewać po pójściu w góry z młodą damą. Nie wiedziałem też, czego się spodziewać po sobie, jako, że moje Bieszczady zawsze zachęcały mnie do biegów i wyścigów, a widok wyprzedzającego mnie piechura włącza mi od razu silnik. Okazało się, że chodzenie po górach z córką to nowe doświadczenie. Musiałem się pogodzić z tym, że do emeryckiego czasu podawanego na znakach musimy dodać kilkadziesiąt minut i co chwila będziemy widzieli, że ktoś nas wyprzedza. Ale też szybko okazało się, ze z każdym dniem moja córka jest szybsza i….. zaczęliśmy wyprzedzać i my. A jak wyglądają góry? Pięknie. Tak, jak je pamiętam. Wiele się nie zmieniło. Może poza tym, że ludzi jest więcej. Jest mniej śmieci! Nie wiem, czy zaczęliśmy myśleć, ale zdecydowanie widać, że szlaki są czyste. Więcej ludzi chodzi z psami. Szlaki są zadbane, więc musiały być pieniądze na remonty. Niestety ktoś w swojej chorej wyobraźni zrobił schody na Tarnicę. Nie żartuję – są schody po sam szczyt. A ja pamiętam, że to było kiedyś skaliste podejście. Monika znalazła swoje ukochane jagody i maliny. Okazało się, że krzaki rosną w tych samych miejscach co lata temu, więc…. czuliśmy się tak, jak byśmy nigdy stąd nie wyjeżdżali. Zrobiliśmy z Małą trzy różne szlaki. Obowiązkowo Połonina Wetlińska przez Smerek, Okrąglik czerwonym szlakiem od Smereka do Cisnej i na koniec szlak od Ustrzyków Górnych poprzez Tarnicę do Wetliny. Z Moniką podjęliśmy decyzję, że niedługo tu wrócimy. Tym razem na dłużej.

Amelia na szlaku

Amelia na szlaku

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeśli nie macie pomysłu, gdzie pojechać spróbujcie z Bieszczadami. Wbrew pozorom to nie są proste góry do chodzenia. Są bardzo zdradliwe, szczególnie podczas deszczu. Zobaczycie morze barw zieleni, błękitów, ocean traw i lasów, na pewno traficie na jakieś zwierzę i sporo spalicie na szlaku. Po zejściu macie dobrze zaopatrzone sklepy, knajpy, karczmy. Miejsca noclegowe powinny zadowolić każdego. Z sentymentem wspominam stare Bieszczady. Ale nowym nic nie brakuje. Cieszę się, że się rozwijają, chociaż martwię się o to, żeby nie stały się drugimi Tatrami. Ulicę Marszałkowską mamy już w Warszawie, kopia jest w Dolinie Kościeliskiej w Tatrach, a w drodze na Rysy mamy nawet korki (nic tylko czekać na zamontowanie świateł). Bieszczady niech oczarowują dzikością, surowością i swoim pięknem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAMariusz

Udostępnianie

4 thoughts on “Bieszczady

  1. Dorota

    Ależ zatęskniłam za Bieszczadami! Aż mnie coś w żołądku ściska, jak czytam Twoje wspomnienia…. Jak dla mnie możesz cały blog poświęcić tylko tym górom 🙂 Dzięki za ten tekst! Pozdrawiam ciepło 🙂

  2. Mariusz Post author

    Musiałbym tam mieszkać, mieć taką pracę, żeby móc się utrzymać i mógłbym chłonąć i pisać. W Bieszczady i Ty Dedzi wpisana jesteś. I sami wiemy, że to nie jeden tekst, który Bieszczady urodziły i sama pięknie pisałaś. Cieszę się, ze tekst budzi dobre emocje. Na mnie tak działają Bieszczady. Kawał pięknego wspomnienia. Pozdrawiam również ciepło

  3. wczasypodgrusza

    to są niesamowite miejsca, nieziemski klimat, zapomnienie i cisza co ja po prostu wielbię 🙂 jadę już za kilka dni w Bieszczady a potem planuję na lato 🙂 kocham te miejsca! pozdrawiam 🙂

  4. Szczawnica

    Bieszczady mają to do siebie że są urokliwe o każdej porze roku, nożna godzinami nie spotkac nikogo, dlatego tak mi się podobają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.