Suzuki V-Strom 1000

      Brak komentarzy do Suzuki V-Strom 1000

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po dwóch latach czekania wreszcie udało mi się dosiąść Suzuki V-Strom 1000 w nowej wersji. Pojechałem oddać swojego DL650 do serwisu i trafiłem akurat na kierownika salonu, który obiecał mi jazdę testową V-Stromem 1000. Tym razem motocykl miałem dla siebie na dwa dni, z czego tak naprawdę pojeździłem może około 3-4 godzin. Dane mi było już przymierzać się do siedzenia na dużym V-Stromie w salonie i na pierwszy rzut oka wszystko było bardzo podobne do DL650. Kanapa jest jednak dużo wyższa, względem mojej obniżonej, ale też jest dużo węższa, co pozwala pewniej dotknąć ziemi stopami. Co ma V-Strom 1000, czego nie ma mały DL? Kontrolę trakcji, mocniejszy silnik, hydrauliczne sprzęgło i zdecydowanie lepsze hamulce. Organizacja przełączników jest kapkę inna niż w moim motocyklu, ale wszystko jest bardzo intuicyjne. Zamiast jednego przycisku do komputera mamy trzy przyciski. Dwa góra-dół i jeden do kontroli trakcji. Ekran podzielony jest na dwie części dzięki czemu przyciskiem na górze zmieniamy dane w górnej części, a przyciskiem na dole w dolnej. Na środku mamy kontrolę trakcji. V-Strom nie ma żadnych wodotrysków. Dokładnie tyle, ile jest potrzebne i nic więcej. W standardzie mamy hand bary (chroniące dłonie przed wiatrem i deszczem), co jest bardzo sensowne. Natomiast zastanawia brak nóżki centralnej przy napędzie łańcuchem. Przydałyby się też grzane manetki. Nowym patentem jest szyba, której kąt pochylenia można ustawić jedną ręką podczas jazdy. Względem starego dużego V-Stroma rzucają się od razu zmiany wizualne. Stary o niebo bardziej mi się podobał. Nie wiem po co Suzuki zrobiło dziób pod światłami. To się nawet nie nadaje na podstawkę na kubek z piciem. Stylistycznie dla mnie jest nie do przejścia. Zrezygnowano z dwóch świateł mijania z przodu i wielka szkoda. Bo na wypadek, kiedy siądzie nam żarówka nie mamy światła i już. A tak była jeszcze jedna lampa. W dużym starym DLu zbiornik paliwa był tak mocno obudowany, że stanowił pewną ochronę od wiatru. W nowym V-Stromie siedzimy po prostu na silniku na kołach i ochrona od wiatru jest praktycznie zerowa. Wielkość zbiornika paliwa również nie zachwyca – 20litrów, czyli o 1 litr więcej niż w małym DLu. Tyle teorii, a jak było w praktyce?

Usiadłem, zapaliłem silnik i ruszyłem. I…. czułem się jak na swoim małym DLu, poza tym, że sokowirówka między nogami była trochę głośniejsza. Nie bardzo mogłem się przez pół sekundy odnaleźć na siedzeniu, bo coś mi przeszkadzało w odsunięciu pupy do końca siedzenia. Nim przekląłem to coś, udało mi się cofnąć pupę do końca i wtedy okazało się, że coś jest po prostu specjalnym profilem kanapy trzymającym mój tyłek w bardzo wygodnej pozycji. Polubiłem kanapę. Od razu miałem też więcej miejsca na nogi. I siedziałem wysoko…. jak na drabinie. Około 1km w korkach dało mi od razu komfort, że ten motocykl doskonale się spisuje w na zatłoczonych ulicach. Nawet lepiej niż mój DL, bo ma wyżej kierownicę i lusterka. Całe szczęście, że nie zrezygnowano z dużych lusterek w V-Stromie. Wyglądają mało atrakcyjnie, ale są po prostu praktyczne i dzięki wspaniałej widoczności mamy większe szanse na przeżycie. Wyjechałem na drogę ekspresową i postanowiłem sprawdzić DL-a przy większych prędkościach. Niestety tego dnia bardzo wiało i przy 160km/h już tak mną rzucało po pasie, że się nie dało jechać. Szybę miałem odgiętą do maksymalnej ochrony. Niestety nie jest ona idealna. W ogóle przy większych prędkościach nie jesteśmy osłaniani od wiatru niczym. Motocykl z racji tego, że jest wyższy i większy jest jeszcze mniej odporny na podmuchy wiatru niż mały DL. Kolejnego dnia sytuacja się powtórzyła, bo na autostradzie bardzo wiało. 160Km/h znowuż okazało się limitem mojej strefy komfortu. Jednak kiedy zmieniłem autostradę wiatr był nieco mniejszy i udało mi się pojechać powyżej 200km/h. Komfort jazdy przy takiej prędkości jest dyskusyjny. Z uwagi na duży rozstaw kół DL przy dużych prędkościach każe się bardzo namawiać na zmiany kierunku. Walka z wiatrem jest praktycznie chlebem powszednim. Jeśli coś zajedzie nam drogę z hamulcami trzeba ostrożnie. Okazuje się, że są po prostu doskonale mocne. Próbowałem użyć tyle samo siły do zatrzymania motocykla, ile na swoim małym V-Stromie. I to było dużo za dużo. Zanurkowałem przodem i szybko odpuściłem klamkę, żeby nie zmuszać ABSu do pracy. Hamulce są rewelacyjne, tak jak zresztą u wszystkich motocykli dużych, które testowałem. Kolejną niespodzianką było bardzo miękko działające sprzęgło hydrauliczne. Bajka, szczególnie kiedy trzeba często zmieniać biegi. Motocykl ciężko skręca przy dużych prędkościach, ale przy niewielkich tak powiedzmy do 120km/h skręca rewelacyjnie. Prawie jak mój mały DL. Prawie, bo jednak rozstaw kół robi swoje. Po kilku godzinach spędzonych w siodle stwierdziłem, że to był najłatwiejszy do opanowania dla mnie motocykl ze wszystkich testowanych wcześniej. Po prostu jest bardzo bardzo podobny do mojego małego V-Stroma. Różne są jednak przyspieszenia, chociaż nie miałem jakiegoś zawału, dodając nawet bardzo gazu – 101KM i 101Nm momentu prawdopodobnie pokazałyby mi swoją klasę przy obciążeniu pasażerem i bagażami. Prędkość maksymalna przy dużym wietrze może być ograniczona do 200km/h. A więc niewiele więcej niż mój mały DL. 210Km/h to wszystko co wycisnąłem z maszyny, ale dodajmy, że wiatr był nieprzyjemny. W korku motocykl spisuje się znakomicie. Niestety przez wysoką kanapę musiałem uważać na koleiny. Przy swoim wzroście 176cm stoję na palcach. Łatwo dać się nabrać wjechać między samochody i potem szukać rozpaczliwie miejsca do podparcia nóg. Silnik w V-Stromie 1000 jest też najbardziej cichym silnikiem z testowanych motocykli. Ma to swoje zalety i wady. Wadą w korku jest to, że niestety zupełnie tak jak na 650-ce nikt mnie nie zauważa i trzeba zdrowych przygazówek, żeby towarzystwo zrobiło mi miejsce. Moje spalanie wyniosło 6.9l/100km, czyli sporo. Ale motocykl był piłowany do maksymalnych prędkości i jeździł sporo w korku. Nasz mały DL przy jeździe autostradą z maksymalnymi prędkościami w okolicach 180km/h konsumuje 9l/100km, w mieście 5.5-6.5l/100km, a przy emeryckim podróżowaniu schodzimy ze spalaniem do 4.1-4.4 litra/100km. Niestety ciężko porównać spalanie, bo musiałbym pojeździć więcej V-Stromem 1000, żeby uchwycić ile pali przy pałowaniu na autostradzie i ile w korkach. W porównaniu do innych testowanych motocykli V-Strom jest najbardziej okrojoną wersją jeśli chodzi o wyposażenie. Wydaje się najmniej odporny na wiatr (ale znowuż….. musiałbym mieć te maszyny koło siebie i w takich samych warunkach pojeździć). Zapewnia zdecydowanie najgorszą ochronę przed wiatrem. Wydaje się być również najsłabszy silnikowo. Ale…. jest mi na nim najłatwiej i -co nie jest bez znaczenia – jest najtańszy. Niestety ma też nieszczęsny łańcuch, czyli znowuż dochodzi smarowanie, motocykl cały uwalony smarem i naciąganie łańcucha. Na V-Stromie usiadła też moja Monika jako pasażer, ale bez kasku i tylko po garażu. Na pierwszy rzut oka motocykl wydał się jej być wygodny. Ale takie rzeczy wychodzą dopiero w trasie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

V-Strom 1000 to ostatni z motocykli, które zamierzałem sprawdzić. Próbowałem już Hondę Cross Tourera 1200, Versysa 1000, BMW GS 1200 i Yamahę Super Tenere 1200. Ponoć powinienem jeszcze sprawdzić Hondę Africa Twin 1000. Zobaczymy. Wybór jest trudny. Gdyby był prosty, pewnie już namawiałbym Monikę na nowy motocykl. Gdybym miał nieograniczone środki pewnie bez zastanawiania się wybrałbym BMW Adventure (czyli większą wersję GSa) z 30litrowym bakiem. A tak – Cross Tourer za ciężki, GS za drogi, Versys… najładniejszy, ale najgorzej mi się prowadził, Yamaha Super Tenere – za krótko miałem ją na testach (do poprawki), V-Strom – walczący z wiatrem, ale najtańszy i najłatwiejszy. I co tu wybrać?

Pozdrawiam
Mariusz

Udostępnianie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.