W hołdzie cruiserowi – jak dojrzałem do zmiany motocykla

OLYMPUS DIGITAL CAMERAZachęceni do wznowienia bloga emailem od osoby, która przypadkowo wpadła w sieci na nasze artykuły poświęcone motocyklom, postaramy się go nieco ożywić. Wyjdzie tak jak zwykle, ale szkoda nam zamykać stronę, nad którą się tyle napracowaliśmy Trzymajcie kciuki. Albo zacierajcie ręce, jeśli nam się nie uda. Każdemu wedle zasług.

Kiedy tworzyłem artykuł na podstronę naszego blogu pt Motocykle napisałem, że kiedyś chciałbym się przesiąść z cruisera na motocykl turystyczny, tylko muszę do tego dorosnąć. Nie wiedziałem, że ten okres dojrzewania nastąpi tak szybko i tak szybko zdecydujemy się z Moniką na zmianę. Poniżej postaram się napisać dlaczego tak się stało.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pierwszy motocykl kupiłem „sercem” pod wpływem emocji, zalany adrenaliną i hormonami szczęścia. Nie mając prawa jazdy, ani pojęcia nawet, po której stronie można regulować gaz, nie wspominając już o sposobie zmiany biegów, wybrałem motocykl, który mnie zaczarował: Suzuki Intruder 800C. Na zdjęciu motocykl wyglądał okazale, ale dopiero zobaczenie go na żywo sprawiło, że zacząłem się zastanawiać, czy aby nie przesadziłem ze skokiem na głęboką wodę. Nie wiem co było najważniejsze, ale był taki jak chciałem: duży, ciężki, ładny, z dużą ilością chromowanych części, pięknymi rurami wydechowymi i szerokimi oponami i z przodu i z tyłu. Pewności siebie nie dodała mi mina osoby, od której odkupowałem motocykl, zaskoczonej moim wyborem. Przygoda dopiero się zaczynała.

Nie skręca, nie hamuje, nie przyspiesza.

Cruiser wspaniale jeździ po prostej. Wyprostowana pozycja w siodle, nogi lekko z przodu dają poczucie nonszalancji i luzu. Ale to dopiero jak się człowiek czegokolwiek nauczy. Początki pamiętam jako jeden wielki ogromny stres. Siedziałem jak najbliżej baku, żeby być jak najbliżej swoich lekko wyciągniętych do przodu stóp i jakkolwiek panować nad szeroką kierownicą, którą ściskałem z całej siły, bo to dodawało mi namiastki pewności, że motocykl nie powinien się przewrócić, a ja spaść z niego. Zaraz po pierwszej lekcji kursu prawa jazdy dosiadłem swojego smoka. I wyjechałem na piaszczystą gruntową drogę z dość sporą ilością dziur. Już pierwszego dnia droga wydała mi się za wąska na mój motocykl, szczególnie, gdy dla zachowania równowagi posiłkowałem się slalomem. Do czarnej rozpaczy doprowadził mnie samochód jadący tą samą drogą tyle, że w drugą stronę. Skończyło się na rozpaczliwym wołaniu o pomoc do Moniki, żeby pomogła mi unieść motocykl, który na piachu pochylił się mocno w prawo i tak zawisł na mojej nodze. Kolejny dzień, Monika siedziała już jako pasażer, bo przecież mistrz kierownicy już mógł jechać prosto.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I tu dochodzimy do pierwszego z trzech „nie”. Nie skręca. Geometria cruiserów i ich szerokie opony powodują, że nie jest to motocykl dla początkujących. Nie wiedząc, co to jest przeciwskręt jadąc trzeci raz w życiu cruiserem na wprost z zawrotną prędkością 70km/h zobaczyłem łuk w prawo. Więc skręciłem kierownicę w prawo, a tu niespodzianka – motocykl pochylił się w lewo i jechał prosto. To były jedne z najdłuższych sekund walki w moim życiu. W końcu skręciliśmy. Do dziś nie wiem jak. Monika nawet nie zauważyła, że cudem nie wylecieliśmy z drogi. Następnego dnia już nie dałem spokoju swojemu instruktorowi, żeby tylko wyjaśnił mi co się stało. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałem się, że żeby skręcić motocyklem w prawo muszę najpierw odepchnąć kierownicę po prawej stronie (czyli skręcić ją w lewo), żeby pochylić motocykl wykorzystując zjawisko przeciwskrętu. Wykorzystywania przeciwskrętu było mi się uczyć na cruiserze od początku do końca jazdy na nim. Przeczytałem trzy książki i wiele artykułów poświęconych przeciwskrętowi i wciąż nie byłem pewny do końca czy dobrze rozumiem o co chodzi. Poszedłem na trzy jazdy doszkalające, na których wytłumaczono mi lepiej o czym mowa. Po jakimś czasie udawało mi się zacząć skręcać bez kolejnego zawału serca o ile nie jechałem za szybko, a zakręt nie był zbyt ciasny. Wszelkie ślimaki wjazdowe i zjazdowe na autostrady i małe ciasne ronda były koszmarem. Przez długi czas cruiserem jeździłem na kwadratowo tj nie pochylając zbytnio motocykla, a starając się skręcić bez wykorzystywania przeciwskrętu. Bardzo odbiło się to na moim kręgosłupie przez ciągłą walkę i siłowanie się z motocyklem, żeby go zmusić do zakrętu. Żeby oddać jak to musiało wyglądać wspomnę kolegę z klubu motocyklowego, który po pierwszej mojej jeździe w grupie powiedział mi, że przyglądał się z zainteresowaniem, kiedy wreszcie wjadę w krzaki. I jakoś nie wjechałem, czym był zaskoczony i on i ja. Cruiserem da się skręcać, ale trzeba go do tego namawiać. Warto tutaj jeszcze wspomnieć, że pięknie wyglądające szerokie opony i te z tyłu i te z przodu, mogą okazać się koszmarem jak wjedziecie w koleiny. Motocykl z chudymi oponami wskakuje i wyskakuje z kolein bez problemu. Wspominam ciężko koleiny, jako wielką przygodę, szczególnie na początku. Już wiemy, że cruiser nie skręca. Ale jak wjedziemy w koleinę, to już nie skręca naprawdę. Wlepia się oponami w rynnę i spróbujcie z niej wyjechać. Nie wierzyłem, że to jest możliwe kiedy poczułem jak przy wyjeżdżaniu z koleiny pracuje cała rama. Podczas pierwszych jazd nie umiałem zupełnie wyjechać z kolein. Na trasie gdańskiej walczyłem z motocyklem wpadając z jednej koleiny w drugą i klnąc pod nosem, że znowu jestem uwięziony. Doświadczeni motocykliści radzą sobie z tematem, ale nawet oni przyznają, że to jest przygoda.

Jak poczytacie opinie w sieci na temat „małego” Intrudera (bo jest jeszcze większy i jeszcze bardziej odjechany „duży” Intruder C z silnikiem 1800cm3) to się dowiecie, że między innymi nie ma on hamulców, bo jedna tarcza z przodu jest kompletnie niewystarczająca. A na początku jeszcze nie byłem na tym etapie, żeby wiedzieć, że Intruderem nie da się hamować jak rowerem używając tylko hamulca na tylne koło. Dochodzimy do drugiego „nie”. Nie hamuje. Kiedy kupiłem motocykl, poprzedni właściciel powiedział mi, że używa do hamowania głównie tylnego hamulca. Wziąłem sobie to do serca na tyle, że szybko mógłbym się zapisać do księgi rekordów Guinessa na najdłuższe ślady hamowania w Warszawie. O ile jechaliśmy z Moniką koło z tyłu było lepiej dociążone i motocykl ślizgał się mniej, o tyle sam rysowałem krechy na asfalcie dziwiąc się, dlaczego nie widzę innych cyrkowców, którzy kopiowaliby ten manewr. Na szkoleniu dowiedziałem się, że powinienem robić odwrotnie – motocykl przy hamowaniu dociąża przednie koło, a więc przedni hamulec jest najważniejszy, o tylnym mogę zapomnieć. Ale ale, w motocyklu powinienem hamować też silnikiem, z tzw „międzygazem” (czyli przy zrzucaniu biegu nim tarcze skrzyni biegów na powrót się spotkają trzeba podgonić te wolniejsze, żeby wyrównać obroty. Wtedy skrzynia się nie zużywa tak). Szybko się okazało, że hamowanie hamulcem przednim jest sporo wydajniejsze niż tylnym, ale tak naprawdę największą furorę robi hamowanie silnikiem. Połączenie silnika i hamulca przedniego zdecydowanie poprawiło hamowanie, ale wciąż cruiser pozostawał cruiserem. Często hamulce okazywały się niewystarczające. Miałem wiele szczęścia, że się nie zabiłem. Kiedyś na autostradzie za późno zorientowałem się, że samochody stoją, bo jest wypadek i nie jadą. Mimo zaciśniętych hamulców i hamowania silnikiem nie udało się wyhamować. Uratowało mnie wjechanie między samochody i minięcie dwóch z nich w rzędzie. Tyle drogi brakowało mi do dohamowania. Znowuż moja dzielna Monika myślała, że my tak specjalnie. Wkrótce i Monika zaczęła zauważać, że nasza droga hamowania jest jakoś drastycznie długa i że to wcale śmieszne nie jest. Tak naprawdę to „nie hamuje” przyczyniło się do myśli o zmianie motocykla. Pewnego dnia po pięknych zakrętach wyjechałem na prostą i postanowiłem nie dać się samochodom. One odpuściły, ja nie za bardzo wiedziałem dlaczego. Okazało się, że na czerwonym świetle stoją samochody. Cruiser przez jakiś czas na hamulec nie reagował, po czym załapał że ma hamować, zablokował mi koło i dalej w podskokach oddalał się ode mnie, a ja fantazyjnie szorowałem po ziemi pewnie jakieś 80km/h. Obydwaj solidarnie wyhamowaliśmy przed samochodami – ja trochę lepiej, on prawie taranując sznur samochodów. Ponieważ nie była to pierwsza przewrotka na Intruderze moja Monika powiedziała, albo koniec albo nowy motocykl z hamulcami. No więc wybrałem to drugie albo. Ale o tym będzie w kolejnym artykule.

IMG_1723

Trzecie „nie” to nie przyspiesza. Akurat to trzecie „nie” w naszym przypadku było pewnego rodzaju błogosławieństwem. Nie zabiłem się. A motocykl uczył mnie pokory, szczególnie, że moje 800cm3 często nie dawało rady ze skuterami o dużo mniejszej pojemności.

Do decyzji pomógł nam dorosnąć jeszcze fakt, że cruiser jest masakrycznie niewygodny dla pasażera. Intruder podskakiwał na każdej nierówności zmuszając Monikę do nieustannego wiercenia się na siedzeniu, celem poprawienia pozycji. Nie ułatwiało to jazdy. Kiedyś omal nie zleciała na osławionej trasie gdańskiej, przy 120km/h, kiedy w zakręcie motocykl podskoczył i złożyły się Jej podnóżki. Nie jest też super wygodny dla prowadzącego – pozycja naraża kręgosłup na nieustanne przyjmowanie uderzeń podczas jazdy. Po kilkuset km trzeba rozprostować kości.

Kolejne „nie” dołożyła wiecznie paląca się instalacja elektryczna (akurat w tym modelu spowodowane to było złym ułożeniem instalacji tuż przy silniku). Najgorsze chwile przeżyłem kiedy jadąc po Warszawie ciemnym wieczorem, nacisnąłem klakson. Motocykl wyłączył mi silnik, stracił oświetlenie na samym środku skrzyżowania i był już nie do uruchomienia. Dla kierowców zniknąłem z pola widzenia. Motocykl musiałem zepchnąć z drogi patrząc na zdziwionych kierowców, kiedy wreszcie mnie zauważyli na swojej drodze. Takich sytuacji było też kilka. Elektryka potrafiła wyłączyć mi silnik na rondzie w zakręcie co sprawiało, że motocykl momentalnie walił się na ziemię.

Więc dlaczego aż tyle na cruiserze? Zalety cruiserów.

Kochani, jazda cruiserem ma swoje zalety. Po pierwsze i najważniejsze te motocykle są po prostu piękne i budzą zachwyt. Ile razy kierowcy zamiast ruszyć na zielonym świetle zamierali blokując skrzyżowanie oglądając mój motocykl. Ile razy na przejściu dla pieszych łowiłem spojrzenia zaciekawionych dziewczyn (prawdą jest, że zazwyczaj sporo starszych ode mnie).

Druga sprawa – ryk silnika. Wolnoobrotowe silniki w cruiserze mają niepowtarzalny gang. Można na takim motocyklu siedzieć dla samego dźwięku i dla samego ryku silnika przy większych prędkościach.

Kolejnym plusem jest ładowność. Nie widziałem bardziej pakownego motocykla niż cruiser. Da się przewieźć i telewizor i dużego dmuchanego konia dla dziecka, jeździć z kulami, kiedy złamiecie nogę oraz wrzucić dwa kilkudziesięciokilogramowe worki ze żwirkiem dla kotów. Tych ciężarów na cruiserze nie czuć. To jest jego niezaprzeczalny plus. Dzięki ładowności możecie zabrać również pasażera, który się Wam będzie wiercił trochę. Nie czuć tego tak bardzo.

IMG_1756

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co jeszcze? Cruisery można ubierać to znaczy, możecie sobie na ten motocykl wsadzić wszystko: dodatkowe oświetlenie, klakson (mogą być to trąbki, jak w TIRach) masę ozdobnego, chromowanego żelastwa zupełnie zbędnego przy jeździe motocyklem. Sam też uległem pokusie dołożenia kilku rzeczy, które sprawiły, że mój cruiser był wyjątkowy.

Kolejną zaletą są gmole – czyli szerokie rury osłaniające Wasz motocykl i Wasze nogi w razie upadku. Mimo kilku przewrotek w większości przypadków trzeba było tylko przykręcić na powrót lusterka i w drogę. Najgorszy szlif jaki miałem, to był właśnie ten opisany powyżej. Wtedy niestety pogięła mi się kierownica i już tak łatwo nie było. Niemniej nigdy nie zarysowałem silnika, a czasami gmole przydawały się choćby do oparcia motocykla jak się okazało, że nogi nie dają już rady…

Kolejną zaletą cruisera jest to, że raczej nie postawicie go na tylnym kole. Masa i geometria motocykla sprawiają, że danie za bardzo w palnik (czyli dodanie za dużo gazu) może zdławić silnik, lub sprawić uślizg tylnego koła. Zarówno z pierwszą, jak i drugą sytuacją spotykałem się co jakiś czas, wdzięczny za to, że motocykl mi się nie podniósł i nie spadł mi potem na głowę.

Podsumowując – cruiser nie jest zdecydowanie dobrym wyborem dla początkujących motocyklistów. Wymaga sporej wprawy i obycia się z motocyklami. Do cruisera trzeba dorosnąć, a nie od niego zaczynać. Wiele cruiserów niestety ma kiepskie hamulce. Trzy „nie” nie zawsze są prawdą. Są cruisery, które przyspieszają, hamują, ale…. wszystkie nie skręcają. Niewątpliwie bardzo piękne motocykle z duszą. W moim przypadku o decyzji o zmianie cruisera zdecydował mój brak doświadczenia, kiepskie hamulce w motocyklu i najważniejsze…. ultimatum mojej Moniki. Albo albo.

IMG_1754

Mariusz

 

Udostępnianie

14 thoughts on “W hołdzie cruiserowi – jak dojrzałem do zmiany motocykla

  1. Dorota

    To naprawdę strach na czymś takim jeździć. I prawdziwy cud, że tak długo Ci się udawało.
    Dobry, ciekawy artykuł 🙂
    Może jednak się uda ożywić bloga? Domyślam się, ze będzie część II o następcy Cruisera. No i z ciekawością przeczytam zawsze historię przedmiotów 😉
    Pozdrawiam,
    Dorota

  2. Mariusz Post author

    Bardzo dziękujemy za komentarz. Monikę próbuję zaktywizować do napisania czegokolwiek od roku. Może Twój komentarz Ją zmobilizuje.

    Co do reaktywacji bloga to jest to trudny temat. Nie chcemy produkować na siłę, chcemy, żeby to co o czym piszemy było podparte naszymi doświadczeniami, wiedzą, albo było po prostu ciekawe. Więc już nie oczekujemy, że wyprodukujemy kiedykolwiek tyle, ile w pierwszym roku, kiedy blog postał.

    A drugi artykuł właściwie już jest, bo w zamierzeniu miał być dopięty do powyższego artykułu pod nieco innym tytułem. Tyle, że jak zobaczyłem ile to zajmuje objętościowo, to postanowiłem podzielić go na dwie części. Teraz czeka tylko na akceptację i ewentualne korekty Moniki 🙂

    Fajnie, że nas odwiedziłaś.
    Pozdrawiam
    Mariusz

  3. Dorota

    Zgadzam się, że nie ma sensu pisać o niczym. Te dwa artykuły zebrały doświadczenie z kilkunastu miesięcy – kilku lat jeżdżenia, próbowania i uczenia się. I to widać wyraźnie w obu tekstach, że są treściwe.
    A co o tym sądzą inni motocykliści? Są tu w ogóle jacyś?

  4. Mariusz Post author

    Zarejestrowanego motocyklistę mamy jeszcze jednego. Poza tym większość komentarzy tak naprawdę jak zwykle pojawi się w rozmowach bezpośrednich. Czasem komentarze pojawiają się na FB, bo jest łatwiej.

  5. Ryszard

    Dzięki za obszerne info na temat cruisera. Poświęciłem ostatni tydzień na wybór motocykla i bylem zdecydowany do teraz kupić intruder 1400.Mój pierwszy motocykl to był 5 lat temu KTM 250 2t xc. To było wyzwanie, ale po n-upadkach okieuznalem czorta (Lubie konie,nawet ujezdzalem ). Po przestrodze lekarza-kregoslup- zdecydowałem na zmianę na coś wygodniejszego. Tak jak ty zdecydowałem oczami-piękny i technicznie zaawansowany.Nigdy na takim nie siedziałem ale zawsze rzucał em się na głęboką wodę. Po twoim opisie szukam bmw 1100 RTV, myślę że to rozsądniejsza decyzja.
    Pozdrawiam Ryszard

  6. Mariusz Post author

    @ Ryszard dzięki za komentarz. Myślę, że lepiej jest zacząć od czegoś łatwiejszego niż cruiser. BMW ma wielu zagorzałych zwolenników i też trochę wrogów (awaryjność i koszty serwisu). Tak czy owak, trzymam kciuki za dobry wybór. Lewa w górę.

  7. kolina

    A ja paradoksalnie radziłbym początkującym motorystom aby zaczęli od cruisera…:) Kazdy następny moto, oczywiście poza wyczynowcami, będzie już tylko hulajnogą łatwiutką i przyjemniutką w obyciu :)))…. Kusi mnie aby moją SuZi M50 zamienić na Yamaszkę FJR-kę ale po każdej przejażdżce czuję się jak niewdzięczny zdrajca.:/. Tak jak piszesz, pozycja(sylwetka), lans i KLANK silnika są nie do podrobienia na niczym innym….Rzadko podnoszę wzrok słysząc plastika, ale zawsze słysząc V-twina :).

  8. Mariusz Post author

    @ kolina FJR to i moje marzenie. Ale cena….. marzyłem również o Hayabusie (bo mi się po prostu podoba), o V-Rodzie, o Intruderze 1800M, o Gold Wingu, o Road Kingu……. A testuję motocykle brzydkie jak noc, ale wygodne i uniwersalne (GS, Cross Tourer, Super Tenere…). I ta FJR też za mną chodzi…. Dzięki za komentarz.

  9. Michał

    Gs po zdjęciu plastików nie razi aż tak bardzo w oczy, bez przesady. Jestem fanem cruiserów, ich piękno faktycznie nie przebije żadnej szlifierki, ale pomyślcie o swobodzie, jaką daje wam małe moto. Gs w wersji czarnej, z czerwonym rantem wokół felgi, ze zmienionym tłumikiem, dający, może nie klang, ale przyjemny dla ucha dźwięk trzmiela na sterydach broni się moim zdaniem charakterem wśród większych kolegów – krążowników. Do tego ta mnogość możliwości jeśli chodzi o ogałacanie go ze zbędnych części. Jeśli nie mogę z niego zrobić opasłego wierzchowca, to przynajmniej, w drugą stronę, zrobię café choppera 🙂 istne piękno.

  10. Kaskarz

    Piszesz że wszystkie cruisery nie skręcają? A czy jeździłeś kiedyś Mean Streakiem albo Warrior. Idź na kurs doszkalający tam ci wytłumaczą jak prowadzić motocykl aby jazda sprawiała przyjemność i była bezpieczna na każdym motocyklu. Prawdą jest że intruder nie słynie z najmocniejszych hamulców dlatego aby skutecznie nim hamować trzeba użyć obydwu hamulców nożnego i ręcznego i napewno zatrzymasz bezpiecznie motocykl.
    Pozdrawiam

  11. Mariusz Post author

    @Kaskarz Bardzo dziękuję za komentarz. Piszę, że cruisery nie skręcają i podtrzymuję opinię. Artykuł pisałem w 2013r, a teraz mamy 2018r. W międzyczasie zrobiłem kilkadziesiąt tysięcy kilometrów (bliżej 100 000km), odbyłem kilka kursów doszkalających i po przesiadce na V-Stroma, a teraz na Triumph Explorera mogę z całą pewnością powiedzieć, że plastiki skręcają, hamują, przyspieszają, są bezpieczniejsze. O hamowaniu dwoma hamulcami oczywiście dobrze, ze piszesz, ale to wciąż nie czyni z Intrudera 800 motocykla, który hamuje. O wiele szybciej zatrzymasz się Intruderem 1800 niż 800. Więc zapytam – a jeździłeś akurat VL’em? Bo nie spotkałem człowieka, który byłby właścicielem tego motocykla i twierdziłby, że ten motocykl hamuje (a jeżdżę z klubem, gdzie kilkadziesiąt osób się przez VL’kę przetoczyło, więc albo wszyscy jeździmy do dupy, albo jesteś mistrzem świata, albo… ??). Co do skręcania – jeździłem jeszcze testowo 1800M i…. tak, po tych przejechanych kilometrach o niebo lepiej wykorzystuję możliwości cruiserów, co nie zmienia faktu, że jazda tymi motocyklami uderza w kręgosłup, że to nie są motocykle na długie trasy. Napiszesz, że się da. Wszystko się da. Przewieźć szafę również. Ale jak mam wybór zdecydowanie wybiorę motocykl turystyczny. A cruisery pozostaną pięknym wspomnieniem. Znam zapaleńców, którzy od 20-30lat jeżdżą cruiserami, ale nawet oni przyznają się po cichu do tego, że szukają innych motocykli. Lewa w górę i również pozdrawiam

  12. Mariusz Post author

    @KARAKan – nie testowałem FJRy. Słyszałem opinie osób, które jeżdżą, albo testowały, Ci, którzy jeżdżą, mają ten motocykl opanowany. Ci, którzy testowali mówią, ze w momencie, kiedy już pociągnie się motocykl silnikiem, to prowadzi się bajkowo. Najlepiej wziąć motocykl na jazdę testową. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.