Yamaha Super Tenere XT1200Z – podejście drugie pogłębione

Yamaha Super Tenere była pierwszym testowanym przeze mnie motocyklem w 2015r. Całą historię opisałem tutaj i od niej trzeba by było wyjść. Motocykl miałem wtedy tylko pół godziny. Przez pół godziny nie jesteśmy w stanie powiedzieć wiele o jeździe. Dodatkowo, co miało duże znaczenie, był to pierwszy duży motocykl, jaki testowałem i po prostu się go bałem. Niestety, żeby maszynę wypożyczyć na dzień trzeba już za to słono zapłacić (350PLN/doba). Zdecydowałem się jednak to zrobić, mając na uwadze, że tylko tak jestem w stanie dowiedzieć się więcej.

O właściwościach maszyny i danych technicznych pisałem w poprzednim artykule. Polecam przeczytanie pierwszej części testu. Motocykl z 2017 roku względem testowanego wcześniej zyskał mapy zapłonu silnika i dopracowano zawieszenie. Tym razem miałem więcej czasu, żeby przyjrzeć się kosmicznemu pulpitowi z informacjami tyczącymi trzęsień ziemi w Afryce. Pulpit składa się z dwóch ekranów LCD. Nie mamy ani jednego zegara. Po lewej stronie widzimy obroty silnika, prędkość, godzinę, stan paliwa. Po prawej mamy wyświetlacz biegów i setki informacji z komputera pokładowego o przeciętnych poziomach spalania, przebiegach i masie innych rzeczy, na które szkoda mi było czasu. Informacji jest naprawdę dużo, tak jak i przełączników na kierownicy. Całe szczęście, że wszystko jest mniej więcej w miejscu, w którym powinno być, bo inaczej bym się zgubił z tą klawiaturą. Podczas jazdy trochę wkurzające jest to, że wskaźnik biegu musi się dobrze zastanowić, nim pokaże nam bieg. Bieg musi się zasprzęglić i trochę przejechać, wtedy pojawi się informacja. Suzuki ma to lepiej opanowane. Ogromne wskaźniki kierunkowskazów są właściwie niepotrzebne, bo kierunkowskazy są tak wysoko, że je widzimy niemal na wysokości wskaźników. Na pulpicie mamy jeszcze poza ekranami LCD właśnie wskaźniki. Całość wygląda tak, jak byśmy prowadzili statek kosmiczny, a nie motocykl. Kontrolę trakcji możemy sobie wybrać – poziom 1, dwa, albo wyłączyć w ogóle. Silnik może pracować w trybie dynamicznym, albo zwykłym drogowym. Wybrałem ustawienia najbezpieczniejsze.

Słowo o światłach, bo mam na ich punkcie świra. V-Strom ma dwie lampy z przodu i one dają bardzo dużo światła, jak na motocykl. Nie wiem, na ile to subiektywna opinia, ale Tenere oświetla drogę jeszcze lepiej, też ma dwie lampy z przodu (i tu taki wtręt – w ostatnim Świecie Motocykli pojawiła się informacja, że wg przepisów motocykle o szerokości poniżej 1.3m powinny mieć jedną lampę z przodu, a więc te z dwoma są niezgodne z prawem. Kiedyś na stacji diagnostycznej mój V-strom omal nie dostał negatywnej oceny ze względu na oświetlenie, właśnie przy powołaniu się na ten przepis. Zapytałem się o interpretację przepisu dealera i od prawników dostałem odpowiedź, że w przepisach nie ma napisane, że musi mieć maksymalnie jedno światło mijania. Ma mieć jedno, a może mieć i 100. Sprawdziłem przepisy i tak jest faktycznie. Napisałem do ŚM, ale wiadomości nie sprostowali. Nie jest to pierwszy raz….). No więc wracamy do świateł. Słuchajcie, są piękne i widoczne na pewno lepiej niż w V-Stromie. Ludzie z daleka robią mi autostradę przepuszczając motocykl. Bajka.

Włączamy silnik i od razu powiem, że po teście XR’a, tutaj czułem się jak bym odpalił cruisera o pojemności przynajmniej 1800cm3. Piękny basowy dźwięk, żadne pierdzenie. Zasiadamy na sterami i już widzę, że będę miał problem z rozłożeniem nóżki bocznej. Jest ona w tak fatalnym miejscu, że nie dziwię się, że w poprzednim teście pisałem o dokładnie tych samych problemach. O technikę rozkładania nóżki bocznej zapytałem się w salonie. Byli zdziwieni, ale do czasu kiedy pokazałem im, jak odpalam swoją w V-Stromie. Makabra. A śmiejcie się 😛 Motocykl dostałem na głębokiej rezerwie paliwa. Dojeżdżam na stację, za mną kolejka samochodów, a ja nie mogę pójść zapłacić, bo walczę z nóżką. Rozłożyłem w końcu bokiem buta, ale tak nie powinno być. Wreszcie na sam koniec doszedłem z nóżką do ładu, ale nie jest to atut Yamahy. Drugim problemem opisywanym poprzednio była kanapa – to, że się po pierwsze ślizgałem, po drugie – nie wiedziałem jaką pozycję przyjąć. Teraz się nie ślizgałem, natomiast faktycznie kanapa jest dziwna. Dojechałem pupą do łączenia siedzenia kierowcy i pasażera i wtedy poczułem, że dwie wypukłe góry w siedzeniu znajdują się zdecydowanie nie tam gdzie powinny. Jak wjedziemy kośćmi miednicy na te górki to dopiero wtedy one zaczynają działać zapewniając względny komfort. Kanapa dla kierowcy jest chyba najmniej wygodna ze wszystkich testowanych motocykli. Jest też najwęższa. Niemniej jak znajdziemy się we właściwym miejscu, wszystko jest już wygodne. Siedzimy zatem już na motocyklu, nóżka złożona i zaczynamy się toczyć. Patrzę przed siebie i nie wierzę, gdzie jest szyba?? Przód motocykla jest jakoś nisko, szyba również nisko. Mam ogromną obawę, co będzie, jak będziemy jechać naprawdę szybko. Szyba niby jest wysoka, ale moja głowa wystaje poza nią tak, że nie bardzo mam gdzie się schować. No nic, może to tylko wrażenie…. Na postoju starałem się podnieść szybę, odkręcając dwa boczne pokrętła, ale bałem się połamać ustrojstwo i odpuściłem. Co ciekawe w salonie Yamahy też nie tak szybko szybę podnieśli i musieli się trochę nagłowić, jak to zrobić. Rozwiązanie nie jest za szczęśliwe w stosunku do tego, co oferuje konkurencja.

Silnik – prawie dwa razy większy niż w V-Stromie 650, rzędowy pięknie bębni. Nie wiem, czy to nie jest najładniej brzmiący silnik ze wszystkich motocykli (wyłączając Intrudera 1800M), jakie testowałem. Gdzieś czytałem testy porównawcze motocykli wyprawowych, gdzie zestawiono ze sobą Super Tenerę, dużego GSa, Triumpha Explorera, CrossTourera i kilka innych maszyn (o dziwo bez V-Stroma 1000), których teraz nie pamiętam. Zaznaczono, że ocena motocykli wyprawowych jest bardzo subiektywna i nie da się ich ocenić, jak np. motocykli sportowych. Test wygrał Cross Tourer przed GS (sic!), a Super Tenera zajęła jedno z ostatnich miejsc właśnie ze względu na silnik, poprawny, ale ospały. Jadąc Super Tenerą nie miałem wrażenia, że jadę wyścigówką, silnik trzeba wkręcić na obroty, żeby trochę przyszalał, ale…. chodzi bardzo kulturalnie i jak na moje potrzeby wydaje się starczać. A w jego dźwięku jestem zakochany. Jeśli tak brzmiałyby plastikowe motocykle, życie było by piękniejsze Niewątpliwą zaletą Yamahy jest spalanie w okolicach 4-5 litrów/100km przy spokojnej jeździe. Przy agresywnej spalanie wzrośnie do 8litrów, ale wciąż nie jest wynik zastraszający przy tak dużym silniku.

Jazda po autostradzie (oczywiście Kochani niemieckiej) – motocykl jest już cięższy niż konkurencja z łańcuchami, dzięki czemu wiatr nim tak nie rzuca. Jednak jest ale. Koła nie są szosowe, tylko zdecydowanie uterenowione, na wąskich oponach, przez co przy dużych prędkościach, powyżej 200km/h motocyklem zaczyna kiwać na boki. Szyba, co do której miałem wątpliwości, faktycznie nie działa za dobrze. Przy prędkości 180km/h wiatr złapał mnie za szczękę i się siłował, a przy ponad 200km/h miałem już cały kask rozpłaszczony na twarzy i pochylanie się na baku wiele nie zmienia. Czułem się tak, jak bym w samolocie wystawił całą głowę na zewnątrz i starał się trzymać ją prosto. W salonie dopiero dowiedziałem się, że szybę miałem maksymalnie schowaną, to po pierwsze, a po drugie, że jest dostępna akcesoryjna szyba duża, lub do standardowej można wsadzić deflektor, czyli małą nakładkę odginającą strugi powietrza. Zdecydowanie nie mam ochoty dostawać takiego wpierdzielu od wiatru i jak bym się decydował na ten motocykl wymieniłbym szybę na turystyczną. Natomiast to, co jest pięknie schowane to kolana za owiewkami. Przyda przy jeździe w niższych temperaturach. Motocykl też pięknie przyspiesza. Prowadzi się doskonale.

Jazda po mieście – motocykl nie szarpie tak jak XR przy małych prędkościach, właściwie….. czuję się na nim prawie jak na V-Stromie w mieście, a to jest duży komplement. Silnik jest dwa razy większy i szarpanie przy bardzo małych prędkościach jest jednak odczuwalne. Ponieważ na V-Stromie nie miałem handbarów, to faktycznie w korkach trzeba na nie uważać, żeby w coś nie przydzwonić. Wszelkie manewry wydają się być bardzo podobne. V-Strom jest może zwrotniejszy, ale Tenerą jeździło mi się tak, jak bym ten motocykl doskonale znał. To co zdecydowanie jest inne to silnik odrzutowy włączający się przy korkach. Zastanawiacie się o czym piszę? Ano 1200cm3 się grzeje i wspomaga się wentylatorem, który wyje jak oszalały. Takie sceny pamiętam z zamierzchłych czasów, kiedy jeździłem Intruderem 800C. Niby nic, ale warte odnotowania.

Jazda z pasażerem – Yamaha wypożyczyła mi motocykl nie tylko bez kufrów, ale i bez rączek dla pasażera. Wróć! Otóż rączki są w wersji mini. W życiu nie widziałem tak niewygodnego rozwiązania. W V-Stromie, XR’ze, GS, gdziekolwiek – rączka przypomina potężną poręcz. Tutaj rączka dla pasażera przypomina coś, w co lepiej nie wsadzać palców. Żarty żartami, ale ja naprawdę myślałem, że rączki dla pasażera są jakąś opcją. Właśnie czytając tekst Monice dowiedziałem się, że rączki są jak brzytwa i tak się na pewno nie da jechać. Czyli rączki trzeba by było dorobić samemu przy motocyklu w tej cenie…. Co ciekawe u Yamahy to już tradycja. W innym motocyklu Tracer 900 rączki są o niebo większe, ale złapanie ich i trzymanie podczas jazdy to kara. Są również jak brzytwa. Monika trzymała się zatem mnie, czasem wspomagając się innymi elementami motocykla, między innymi miniaturowymi rączkami. Kanapa dla pasażera jest o 10cm węższa niż w V-Stromie, ale…. Monika stwierdziła, że jest bardzo podobny jeśli chodzi o wygodę. Może kolana są minimalnie wyżej. Poza tym czuje się na motocyklu bardzo dobrze. Z punktu widzenia kierowcy – …. pasażera praktycznie nie ma. Pomyliły mi się biegi – nie szkodzi, ruszymy i z dwójki. Jadę tak, jak bym nie miał pasażera. Pasażer da o sobie znać, kiedy będziemy musieli manewrować motocyklem przy prędkościach zerowych. Wtedy pasażer się pojawia.

Hamulce – o rany to już nudny temat. Czy za każdym razem muszę pisać, że duże wyprawowce hamują dobrze? Tutaj mamy jeszcze hamulec zintegrowany, więc hamując przodem, dohamowywuję jednocześnie tyłem. Jak zacznę od hamulca tylnego to wtedy sam decyduję, którym hamulcem z jaką siłą. Hamulce zintegrowane zapobiegają między innymi nurkowaniu. Nie jest tak dobrze, jak w GS, albo XR, ale motocykl faktycznie nie wysadza mnie przodem. I obawiam się, że jak wsiądę na swojego Dla, czeka mnie od nowa nauka hamowania. Trzeba będzie mocniej….. Tak czy owak warto hamować i tak dwoma hamulcami naraz, bo wtedy z tyłu do akcji wkraczają wszystkie tłoczki.

Z innych zalet – wał Kardana. Odpada smarowanie, odpada smar walający się dosłownie wszędzie, odpada naciąganie, wymiana napędu itd. Itd. Nieco większy zbiornik paliwa niż w V-Stromie – tutaj 22 litry. Oczywiście chciałbym więcej, ale…. na Adventure’a mnie nie stać. Przeglądy są co 10 000km i tak też wymieniamy olej. W salonie polecono mi jednak, żebym olej wymieniał co 5000km, bo to zdecydowanie przedłuża życie silnika i sprzęgła. Producenci ścigają się teraz w wydłużaniu czasu pracy silnika na tym samym oleju, bo takie jest ciśnienie z rynku. Ale nic dobrego z tego nie wynika. Tenera ma dwa lata gwarancji. Motocykl niby ma wszystko, co powinien mieć (tylko ta szyba do wymiany i nieszczęsne rączki dla pasażera, średnia kanapa). Nie można mu odmówić charakteru – pięknie warczy, pięknie świeci, ma całkiem spory muskularny przód, nie da się pomylić z innymi motocyklami. Podczas rozmowy w salonie dowiedziałem się, że główny konkurent Tenere to GS, ale że na 10 sprzedanych Gsów sprzedają się trzy Tenery. Jest to dla nich zaskoczenie, bo motocyklowi niczego nie brakuje i względem GSa ma dużą zaletę – jest bezawaryjny i ma nowszy silnik. Jest też tańszy. Z mojej perspektywy Tenera ma kilka zbyt topornych rozwiązań, które można byłoby poprawić. Po pierwsze rączki pasażera. Śmiejcie się, ale to dyskwalifikuje motocykl, jako maszynę dwuosobową. Po drugie kanapa – mogłaby być wygodniejsza. Po trzecie toporne ustawianie szyby z przodu – konkurencja tutaj bije na głowę swoimi rozwiązaniami. Nie ukrywam, że mi się motocykl mi się podoba. Nie wiem, czy jednak gorycz związana z takim potraktowaniem pasażera nie doprowadzi mnie do rezygnacji z Tenery, którą w sumie bardzo chciałbym mieć. Cieszę się, że wziąłem Yamahę jeszcze raz do testów. Motocykla nie skreślam. Przede mną jeszcze przynajmniej jedna legenda do sprawdzenia. A później zobaczymy…. Chciałbym powtórzyć jeszcze jazdę Cross Tourerem, ale tym razem już z Moniką. Może mi się uda wreszcie zgodzić samemu ze sobą. Trzymajcie kciuki.

Mariusz

Udostępnianie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.