W zeszłym roku zarzekałem się, że nigdy przenigdy nie będę oglądał żadnych seriali, bo to strata czasu. Opinię musiałem odszczekać, kiedy koleżanka poczęstowała nas „Prison Break”. Serial oglądałem całymi godzinami bez przerwy. Przypominałem sobie o tym, że trzeba spać i coś zjeść, kiedy się gorzej poczułem. Po trzymającym wiecznie w napięciu Prison Breake’u przyszedł czas na sympatyczny Men in Trees, a potem nieco kontrowersyjnego Dexter’a (który zyskuje dopiero po kilku odcinkach). Niemniej serial, który polecić mogę z czystym sumieniem to Dr House. Jeśli wcześniej miałem wątpliwości co do czasu spędzonego przed ekranem, to tutaj takich wątpliwości nie mam.
Opisów i recenzji serial doczekał się wielu, podobnie z nagrodami. Wreszcie jest o czymś. Biorąc pod uwagę chory kraj jakim są Stany Zjednoczone (a który jest zdrowy?), trzeba było nie lada odwagi, żeby pewne tematy poruszyć. Dla ludzi, którzy się skupiają na tytułowej postaci i dla tych, którym ciężko przeskoczyć jest aspołeczne podejście House’a, ciężko będzie zauważyć perły w postaci rozważanych tematów takich jak eutanazja, aborcja, decydowanie o życiu i śmierci innych ludzi, etyka, religia, rasizm (akurat z okazji ostatniego serial zaliczył wtopę wsadzając do serialu kompletnie niepotrzebny dialog między głównymi bohaterami, którzy musieliby być imbecylami, żeby na takowy się zdecydować-ale to naprawdę jedyny póki co zauważony przeze mnie feler). Tak czy owak – serial zrobiony z energią, polotem i zmuszający do myślenia. Polecam.
Mariusz